<< Strona główna
Księgarnia brydżowa Księgarnia brydżowa Księgarnia brydżowa Poznajmy się BBO
Szukaj

Autor: Andrzej Simon
Artykuł z Przeglądu Brydżowego 1/1990
Andrzej Simon


PIETRO FORQUET

Szlaban na granicy był wysoko zadarty do góry, a na środku szosy stała ogromna puszka z napisem LA GREVE, do której kierowcy wrzucali litościwie po parę franków. Był czerwiec 1968 i Francję sparaliżowała potężna fala strajków, łącznie z komunikacją i służbami granicznymi. Toteż dotarcie do Deauville, gdzie miała się odbyć Olimpiada Teamów, na której miałem zadebiutować w roli tournament dyrektora, stało się zadaniem wymagającym inwencji i przedsiębiorczości. Mnie udało się zabrać z dwoma reprezentantami Szwajcarii, Tomem Fenwickiem i Georgem Catzflisem, samochodem z Genewy. Inni docierali autobusem z Brukseli, promem z Anglii lub nawet żaglówką. Najwięcej szczęścia miała ekipa Filipin, gdyż samolot, którym leciała wylądował awaryjnie na lotnisku w Le Touquet. Prezes Filipińczyków uśmiechał się łagodnie, gdy opowiadał o tym zbiegu okoliczności; później dowiedziałem się, że miał on w kraju olbrzymie latyfundium i prywatną armię i posiadł trudną sztukę organizowania szczęśliwych przypadków.
Otóż właśnie na tej granicy, podczas rozmowy o Blue Teamie, którą skracaliśmy monotonię jazdy, Tom Fenwick powiedział: - Oni wszyscy są wielcy, ale największy jest Pietro Forguet. Grając przeciwko niemu miewam przykre uczucie, że on zaczyna analizę rozdania w tym miejscu, gdzie ja ją skończyłem.
*
Fenomem Blue Teamu, który tak bezwzględnie zdominował świat wielkiego brydża w latach sześćdziesiątych, intrygował nie tylko mnie i nie tylko mój przyjaciel Andrzej Wilkosz wpadł w kompleksy. Wielki gracz i pisarz, wydawca znakomitego „The Bridge World", Amerykanin Edgar Kapłan napisał raz z melancholią:
—W mojej bibliotece jest półka, na której stoi dwanaście książek o kolejnych Mistrzostwach Świata, a ja po raz trzynasty zabieram się do pisania artykułu pt. „Dlaczego przegraliśmy Bermuda Bowl?"


*

Stylowa sala widowiskowa Kasyna w Deauville, cała w zmatowiałych już nieco złoceniach, spłowiałych bordowych pluszach była scenerią eliminacyjnego spotkania Włochy -USA. Mecz toczył się oczywiście w brydżramie przy nadkomplecie widzów.
Obie przed, rozd. S.

 
 A 9
 9
 K 9 8 4
 A K 10 9 6 4
 
 W 10 7 5 2
 D 2
 10 6 5
 W 7 5
 D 8 6 4 2
 A 7 5
 7 2
 D 3 2
 
 K
 K W 10 8 6 4 3
 A D W 3
 8
 

W pokoju zamkniętym Avarelli z Belladonną na linii NS  zalicytowali 6
. Po wiście pik Avarelli przeszedł do ręki treflem, zagrał kiera, którego Kapłan zabił asem. Koniec problemów, 920 dla Włochów.
W brydżramie Jordan-Robinson również znaleźli się w kontrakcie 6
, a Garozzo, E, również zawistował w piki. Jordan, N, wziął lewę królem w stole i - na swoje nieszczęście - chytrze zagrał blotkę kier. Forquet, W, w tempie położył damę (!) i zagrał atu. Po zgraniu dwóch lew atutowych Robinson zagrał asa i króla trefl, do drugiej lewy Garozzo dołożył ... damę. Przekonany, że trefle się nie dzielą i że Forquet miał AD. Jordan przeszedł atutem do stołu i zaimpasował asa kier. Kurtyna.
Rozdanie to jest ilustracją chłodnego, analitycznego stylu Forqueta, a także jego zimnej krwi. Jest oczywiste, że dama kier nie ma żadnej wartości, jeśli rozgrywający ma asa. Ale panowie, z ręką na sercu, kto z nas położyłby tę kartę bez namysłu.

* * *

Inny przykład wistu Forqueta z jego znakomitej ksiązki "Play with the Blue Team" z ręką:
743 ♥ W104 ♦ 32  ♣ W654
nasz bohater słuchał jak przeciwnik po lewej otworzył 1BA (16-18), jego partner zainwitował 4BA, a otwierający ten inwit przyjął. Na kontrakt 6BA partner Forqeta, Guglielmo Siniscalco, zawistował
10 i odsłonił się stół:

 W 10 9 5
 K D 8 7
 K D
 A 8 3
 
 K 7 4 3
 W 10 4
 3 2
 W 6 5 4

Rozgrywający zabił w stole, zagrał
A i trefla, którego zabił w ręce królem, a Siniscalco dodał blotkę karo. Następnie S zagrał waleta karo i zaimpasował trefla, a potem odegrał dwie lewy w tym kolorze. Siniscalco do trzech lew treflowych dodał karo i dwie blotki pik, ze stołu zostały zrzucone dwa piki, a Forquet do ostatniej lewy również dodał pika. Teraz rozgrywający zagrał asa karo, ze stołu następny pik i - pytanie - co byś zrzucił, Drogi Czytelniku? Bo Forquet bez namysłu wyrzucił ... króla pik!
Spróbujmy odtworzyć jego rozumowanie. Jeżeli rozgrywający ma oba asy, to ma 13 lew z góry, bo kiery się dzielą. Gdyby brakowało mu asa kier, to grałby na szansę, że ta karta jest u W, wobec tego brakuje mu asa pik, a partner nie trafił wistu! Będę wobec tego udawał, że znalazłem się w przymusie z AK4 i czterema kierami.
Rozgrywający, zachwycony, że udało mu się wyegzekwować przymus na samego Forqueta, zagrał pika do singlowego już teraz waleta w stole tylko po to, żeby zobaczyć jak Siniscalco bierze lewę na asa pik, a potem fortę karo!
Popatrzmy na całe rozdanie:

 
 W 10 9 5
 K D 8 7
 K D
 A 8 3
 
 A 6 2
 9 3 2
 10 9 8 7 5 4
 2
 K 7 4 3
 W 10 4
 3 2
 W 6 5 4
 
 D 8
 A 6 5
 A W 6
 K D 10 9 7
 

Komentując to rozdanie Forquet napisał: prawdziwym bohaterem był Siniscalco, który wysinglował asa pik, żeby utrzymać na pozór zupełnie nieprzydatną blotkę karo, no i nie zrzucić kiera!

* * *

Piętro Forquet urodził się w Neapolu w 1925 roku. Jako młody chłopak znalazł się w kręgu profesora Eugenio ChiaragH, twórcy Neapolitańskiego Trefla i czołowego gracza Blue Teamu na początku jego zawrotnej kariery.
W Bermuda Bow! zadebiutował w 1951 roku, gdy Włosi (nie był to jeszcze Blue Team) wyraźnie przegrali z Amerykanami w Nowym Yorku. Członek i podpora Blue Teamu od jego początku tj 1957 roku; grywał naprzód z Guglielmo Siniscalco, a po jego wycofaniu się z Benito Garozzo.
Jego grę cechował spokój i opanowanie, nic nie było w stanie wyprowadzić go z równowagi. Sławne było rozdanie z decydującego meczu z Francją na Mistrzostwach Europy w 1957 roku, gdy Siniscalco zniósł 74 skontrowane nierozważnie
przez Trezela na 7BA. Forquet po tej kontrze miał wszelkie szansę wygrać, a Slniscalco leżał z kontrą bez sześciu! Forquet nie powiedział ani jednego słowa, uśmiechnął się tylko ze współczuciem i wyjął karty z następnego pudełka. Włosi wygrali ten mecz, Mistrzostwo Europy, a potem wygrywali wszystko co chcieli przez długich piętnaście lat...
Był graczem o wielkiej wyobraźni, co sprawiało, że szczególnie niebezpieczny był na wiście. Podczas Mistrzostw Świata w Como w 1958 w meczu z USA zdarzyło się następujące
rozdanie:
Obie po, rozd. E.

 
 A K 8 4
 A 7 5 3 2
 6
 A W 8
 
 10 6 5 3 2
 9
 A W 10 8 7 4 3
 ---
 D W 9
 10 6
 K D 2
 K D 6 5 4
 
 7
 K D W 8 4
 9 5
 10 9 7 3 2
 
 
Kontrakt w obu pokojach był ten sam, 5
. W pokoju zamkniętym Silidor (USA) wyszedł asem karo, po czym D'Alelio nie miał problemów: „wyczyścił" piki i kara, odatutował i wpuścił treflem Rapee, który mógł tylko schować karty do pudełka.
Forpuet wyszedł natomiast w trójką karo, dostał od partnera przebitkę trefl, a potem rozgrywający musiał jeszcze oddać trefla. Czy Forguet wiedział, że tym zagraniem niweczy końcową wpustkę? Trudno powiedzieć, ale znając jego iście zabójczą wyobraźnię i intuicję skłonny jestem przypuszczać, że tak.

* * *

Był uprzejmy, małomówny, chłodny i bardzo przystojny. Zbyt przystojny, aby grać aż tak dobrze w brydża, jak powiedziała raz niezrównana Rixi Markus.
Niewiele wiadomo o jego życiu prywatnym oprócz tego, że był wzorowym mężem i ojcem. Z Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro (1971) musiał wrócić do rodzinnego Neapolu, żeby pochować ojca, który zginął pod gruzami domu zniszczonego przez wybuch gazu. Po trzech dniach wrócił, a ta osobista tragedia nie miała wpływu na jego grę. Podczas innego turnieju urodziła mu się córeczka.
Forguet nigdy nie był zawodowcem w odróżnieniu od kilku kolegów z Blue Teamu. Przez cały okres swojej kariery pracował w banku pnąc się mozolnie po szczeblach urzędniczej hierarchii. Zaszedł wysoko i myślę czasem, że jeżeli w pracy przejawia tę samą wyobraźnię, precyzję, dokładność i bezwzględność, którą przejawiał w brydżu, to wolałbym z nim nie robić interesów.



wykonanie: Strony internetowe gdańsk - Netidea.pl